Słabo z nauczaniem języków
INFORMER
04/01/2006 15:55:01
Kontrolerzy NIK sprawdzili poziom nauczania języków obcych w szkołach publicznych prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego. W większości szkół stwierdzono istotne nieprawidłowości, a ocena nauczania języków obcych wypadła negatywnie.
Kontrola NIK skoncentrowała się przede wszystkim na przestrzeganiu obowiązującego wymiaru zajęć obowiązkowych i dopuszczalnej liczby uczniów w grupie zajęciowej oraz stosowania programów i podręczników dopuszczonych do użytku szkolnego.
Kontrolerzy Izby sprawdzili 67 szkół publicznych prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego z terenu wszystkich województw, z uwzględnieniem wszystkich etapów kształcenia. Skontrolowano więc 17 szkół podstawowych, 17 gimnazjów, 12 liceów ogólnokształcących, 12 szkół i zespołów szkół zawodowych oraz 9 zespołów szkół różnych typów.
Okazuje się, ze w 85 proc. kontrolowanych szkół wykryto poważne nieprawidłowości. W 36 szkołach grupy zajęciowe do nauki języków były większe niż jest to dopuszczalne. W 9 szkołach stosowano niedopuszczone programy nauczania lub były one nieodpowiednie dla rodzaju szkoły. W prawie połowie kontrolowanych szkół (49,3 proc.) powierzano prowadzenie zajęć edukacyjnych nauczycielom nieposiadającym wymaganych kwalifikacji językowych i pedagogicznych. Kolejna wykryta przez kontrolerów NIK nieprawidłowością było stosowanie niedopuszczonych lub nieodpowiednich dla danego typu szkoły podręczników, co dotyczyło ponad jednej piątej szkół. W 2 szkołach niezrealizowano minimalnego wymiaru zajęć obowiązkowych, a w 3 szkołach nie zapewniono uczniom możliwości kontynuacji nauczania języka obcego, którego uczyli się na niższym poziomie. W 3 szkołach kontrolerzy NIK stwierdzili, że obowiązkowe nauczanie języków obcych powierzono przedsiębiorcom.
Tylko w co siódmej prowadzonej przez samorządy szkole zapewniono warunki nauczania języków obcych określone w ramowych planach nauczania oraz niezbędna liczbę nauczycieli posiadających wymagane kwalifikacje.
Wśród nauczanych w szkołach publicznych obowiązkowo języków obcych najpowszechniej występują języki angielski i niemiecki; w roku szkolnym 2004/2005 języków tych uczyło się odpowiednio 65,3 proc. i 34,2 proc. ogółu uczniów w Polsce. Pozostałe języki obce nowożytne nauczane w ramach zajęć obowiązkowych, to: rosyjski (6,7 proc. ogółu uczniów), francuski (3,4 proc.), włoski (0,2 proc.) i hiszpański (0,2 proc.).
Późne początki i brak wyboru
Wśród krajów Unii Europejskiej Polska należy do państw, w których obowiązkowa nauka języków obcych zaczyna się w szkołach publicznych najpóźniej bo w wieku 10 lat. Sytuacja wygląda podobnie w Portugalii, Słowacji i Islandii. W innych państwach nauka języków obcych rozpoczyna się wcześniej - Finowie, Szwedzi i Estończycy zaczynają w wieku 7 lat, a Niemcy i Francuzi w wieku 8 lat.
W zdecydowanej większości skontrolowanych szkół podstawowych (77,8 proc.) uczniowie nie mieli wyboru nauczanego języka obcego. Szkoła organizowała nauczanie tylko jednego języka: angielskiego lub niemieckiego. Możliwość wyboru jest o tyle ważna, że na tym etapie edukacji przesądzana jest kontynuacja nauczania w kolejnych etapach nauki.
Stwierdzono również gorsze traktowanie uczniów zasadniczych szkół zawodowych, którzy w większości (67,9 proc.) uczeni są języka rosyjskiego. Nieznajomość jakiegokolwiek z języków państw Unii Europejskiej może poważnie ograniczać możliwość efektywnego funkcjonowania na wspólnym rynku pracy.
Zdaniem NIK, kształcenie językowe młodzieży jest zadaniem publicznym, którego jakość realizacji będzie w dużym stopniu determinować udział absolwentów szkół w życiu gospodarczym oraz społecznym Polski, Europy i Świata. W tym aspekcie warunki kształcenia językowego w szkołach publicznych należy widzieć jako ważny problem społeczny i gospodarczy kraju.
Zalecane kroki naprawcze
NIK zaleca, aby minister edukacji i nauki rozważył wprowadzenie obowiązkowej nauki pierwszego języka obcego od pierwszej klasy szkoły podstawowej i obowiązkowej nauki drugiego języka obcego w szkole podstawowej oraz określił standardy wyposażenia szkół w środki dydaktyczne do nauki języków obcych.
Podane powinny zostać podstawowe warunki niezbędne do realizacji przez szkoły i nauczycieli zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych oraz realizacji dydaktyczno – wychowawczego programu nauczania, z uwzględnieniem warunków nauczania języków obcych,
Kuratorzy oświaty mieliby weryfikować prawidłowość planowania organizacji nauczania języków obcych, powierzania zajęć odpowiednio wykwalifikowanym nauczycielom oraz stosowania programów i podręczników dopuszczonych do użytku szkolnego.
Organy prowadzące szkoły publiczne powinny: zapewnić nauczycielom języków obcych doradztwo metodyczne, poprawić wyposażenie szkół w środki dydaktyczne do nauczania języków obcych oraz wspomagać szkoły w zakresie organizacji wymiany międzynarodowej dzieci i młodzieży.
Dyrektorzy szkół publicznych powinni uwzględniać natomiast w nadzorze pedagogicznym prawidłowość doboru przez nauczycieli programów nauczania i podręczników do nauki języków obcych oraz zapewniać uczniom ciągłość nauczania języka obcego z wcześniejszego etapu edukacji.
źródło: polska.pl
|
Wasze opinie (1) | |
|
|
informer, 05.01.2006 12:21
„Polacy nie gęsi i swój język mają” - napisał niegdyś Mikołaj Rey. Powiedzenie to zyskuje nową jakość w Unii Europejskiej. Z badań wynika bowiem, że językiem polskim jako ojczystym posługuje się aż 9 proc. obywateli UE, jeden procent podaje polszczyznę jako drugi język. Dla porównania warto dodać, że język angielski jest pierwszym językiem dla 13 proc. mieszkańców wspólnoty, a niemiecki – dla 18 proc. Niestety blisko 60 proc. Naszych rodaków przyznaje, że nie zna żadnego języka obcego.
Językowa izolacja
Przyczyn tego mizernego stanu znajomości języków doszukiwać się trzeba przede wszystkim w niedawnej historii Polski. Izolacja naszego kraju przez kilkadziesiąt powojennych lat nie sprzyjała nauce języków. Teoretycznie każdy Polak uczył się w już w szkole podstawowej języka rosyjskiego, w szkołach ponadpodstawowych dochodziły jeszcze języki zachodnie – najczęściej angielski, niemiecki i francuski.
Przestarzała dydaktyka, brak odpowiednio wykształconej kadry spowodowały jednak, że przez dziesięciolecia nawet maturzyści posługiwali się językiem „czytankowym”, który niewiele miał wspólnego z żywym językiem Rosjan, Niemców, Amerykanów czy Brytyjczyków. Warto dodać, że język rosyjski traktowany był przez ludzi jako wraży, a jego nieuczenie się było często aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa. Trudno zresztą było uczyć się języka z podręczników najeżonych komunistyczną ideologią. Po co komu w codziennej komunikacji znajomość wszystkich republik radzieckich wraz ze stolicami lub też życie pionierów w obozie Artek?
Otwarcie na Zachód
Po zmianach ustrojowych w 1989 roku Polska otworzyła się na świat, jednak w przeważającej większości Polacy nie potrafili do tego świata wyjść. Bowiem aby skomunikować się choćby z najbliższymi sąsiadami na zachodzie czy południu, potrzebna jest znajomość ich języka w stopniu choćby podstawowym. Nasi rodacy byli dla mieszkańców Europy „niemcami” - to stare słowo oznacza człowieka niemego, z którym nie można się nijak porozumieć.
Zmiany w nastawieniu Polaków do języków obcych zaszły jednak bardzo szybko. Naród zamknięty na siłę w granicach swego państwa i odizolowany od świata na całe dziesięciolecia w końcu mógł wziąć oddech. Każdy mógł wyjechać za granicę – i miliony Polaków zaczęły jeździć na handel, wycieczki lub (rzadziej, ale jednak!) jako turyści. Znajomość języka obcego stała się koniecznością.
Nie bez znaczenia była również decyzja polityków, którzy w latach 90. jasno zadeklarowali kurs proeuropejski naszego kraju. Celem tej wielkiej podróży miało być członkostwo w Unii Europejskiej. Dla młodych ludzi deklaracja ta była jasnym sygnałem, że gdy Polska do UE wejdzie, to będzie można tam pracować. Oczywiście o ile zna się język.
Językowy biznes
Efektem europejskich dążeń Rzeczpospolitej było powstanie nowego biznesu w naszym kraju – już w pierwszej połowie lat 90. jak grzyby pod deszczu w większych miastach zaczęły pojawiać się prywatne szkoły językowe. I z roku na rok było ich coraz więcej, u progu nowego tysiąclecia w miastach takich jak Warszawa, Wrocław, Poznań, Kraków, Gdańsk działało kilkadziesiąt „language schools”. Po wejściu Polski do Unii liczba ta nie zaczęła maleć – wprost przeciwnie. W sierpniu i wrześniu na ulicach jesteśmy wprost zalewani ulotkami reklamującymi usługi nowych placówek, w których zresztą możemy uczyć się już nie tylko najbardziej popularnych języków jak angielski, niemiecki, francuski czy hiszpański. - W ofercie znajdują się również kursy szwedzkiego, czeskiego, niderlandzkiego, duńskiego, a nawet węgierskiego.
Szkoły językowe powstają i jak uważają znawcy tego rynku wciąż będą pojawiać się nowe, gdyż rynek nie nasycił się jeszcze w wystarczającym stopniu. Popyt na usługi szkoleniowe jest ogromny, co świadczy o runie Polaków na języki obce. Chcemy się uczyć nie tylko w dużych miastach – również w mniejszych ośrodkach kursy językowe cieszą się dużą popularnością. Warto dodać, że nauka języków jest traktowana przez Polaków jak inwestycja – w biednym kraju ludzie przeznaczają niemałe pieniądze na edukację. To swoisty fenomen, obserwowany zresztą we wszystkich byłych krajach socjalistycznych, które weszły niedawno do Unii Europejskiej.
„Niemowy” i mówiący
Z badań OBOP wynika, że aż 58 proc. Polaków nie zna języka obcego. Na ten problem spojrzeć można jednak również z innej strony. To jak ze szklanką wypełnioną w połowie wodą – można powiedzieć, że jest w połowie pusta lub też (bardziej optymistycznie) – w połowie pełna. Podobnie jest z językami – połowa naszych rodaków deklaruje znajomość języka obcego. Blisko jedna czwarta przypada na rosyjski, 16 proc. na język angielski, reszta to niemiecki francuski i inne, mniej popularne języki.
Z raportów TNS OBOP natomiast wyłania się jeszcze inny obraz Polaków – znajomość języków obcych dzieli nasze społeczeństwo na trzy grupy i podział ten przebiega pokoleniowo. Największa grupa Polaków znających języki to uczniowie i studenci, z których dwie trzecie deklaruje taką umiejętność. Wśród ludzi poniżej 35 lat, ponad 50 proc. ludzi potrafi posługiwać się językiem obcym, pomiędzy 35 a 54 rokiem życia - 20 proc., a powyżej 54 lat tylko jedna czwarta.
Z badań wykonanych przez grupę badawczą IPSOS wynika, że nauka języków to podstawowa forma dokształcania w naszym kraju. Wyniki sondażu wskazują, że wśród respondentów deklarujących potrzebę podnoszenia kwalifikacji, największym zainteresowaniem cieszą się języki obce (60 proc.). Nauką najbardziej zainteresowani są ludzie młodzi (w grupie 25-29 lat) oraz osoby pracujące zawodowo (ponad 60 proc.), oraz mieszkający w miastach liczących powyżej 200 tys. mieszkańców (66 proc.). Co ciekawe - identyczny odsetek respondentów (66 proc.) deklarujących zainteresowanie nauką języków obcych stanowią mieszkańcy wsi. Najrzadziej taką potrzebę odczuwają mieszkańcy średnich miast - blisko połowa wskazań.
Życie codzienne często jednak rozmija się z badaniami. Najwięcej na ten temat mogliby powiedzieć obcokrajowcy, którzy chcą zapytać o drogę na ulicy. Okazuje się, że zwykle długo muszą pytać przechodniów, póki ktoś nie zrozumie, o co chodzi. Sondaże nie są do końca miarodajne - ludzie często oceniają własną znajomość języków obcych wyżej niż powinni lub też mówią, iż znają język, a tak naprawdę są „niemcami”. Kłamią ze wstydu... Bo nieznajomość języków obcych stała się w Polsce rzeczą wstydliwą, co napawa optymizmem na przyszłość. Kurs prozachodni naszego kraju, członkostwo w Unii Europejskiej, coraz większa liczba turystów i biznesmenów z Zachodu będą wspierać ogólnonarodowe uczenie się języków.
|
#1 |
| |
Dodaj swoją opinię | |
|
Aby dodać swoją opinię musisz być zalogowany.
Jeśli nie posiadasz jeszcze konta, zarejestruj się.
|
| + na góre |
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. mszczonow.info nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wypowiedzi zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe oraz nie wnoszące nic do dyskusji, będą usuwane. Jeżeli którakolwiek z wypowiedzi łamie regulamin, .
|
|
 |
|